CYTATY I SENTENCJE Z KSIĄŻKI ''TA DZIEWCZYNA'' COLLEEN HOOVER


Miłość i nienawiść mimo swojej przeciwstawnej natury, są uczuciami wypływającymi z namiętności.


Nie ma sensu rozmyślać o tych wszystkich "co by było gdyby".


Granica nie jest już tak wyraźnie nakreślona. Nic nie jest już czarno-białe. A ja zaczynam być całkiem pewien, że szary stał się właśnie moim ulubionym kolorem.


Po prostu chciałabym wiedzieć o tobie wszystko. Skoro wiem, że twoja przyszłość należy do mnie,
chciałabym poznać twoją przeszłość.


Nie mam pojęcie, jak to się dzieję, że ktoś może uważać swoje życie za jałową dolinę, w której nie spotka go już nic dobrego, a chwilę później w ułamku sekundy pojawia się ktoś inny i zmienia wszystko jednym uśmiechem.


Cały wszechświat po prostu nadal istnieje, jakby się nic nie stało, nie bacząc na to, że całe życie jednego człowieka nagle stanęło w miejscu.

Ostatniej nocy śniłem o tej dziewczynie.
Rany.
Ta dziewczyna.
W swoim śnie stałem na skraju skalnej półki,
patrząc w dół na rozległą, jałową dolinę poniżej.
Nie miałem na nogach butów, skały
kruszyły się pod moimi stopami.
Tak łatwo byłoby zrobić krok do tyłu,
odsunąć się od skalnej półki,
znaleźć się z dala od życie, które jest
mi nieuchronnie pisane,
życia, które w jakiś sposób stało się moją jedyną opcją.
To było moje życie przez ostatnie dwa lata i pogodziłem się z tym.
Nie uznałem go za swoje,
ale pogodziłem się z nim.
Stało się moim miejscem.
Chociaż wydawało mi się tak bardzo nieatrakcyjne,
chociaż tak bardzo tęskniłem
za rzekami, górami, i drzewami,
chociaż tak bardzo tęskniłem za tym, aby usłyszeć ich pieśń...
Usłyszeć ich... poezję?
Nie ulegało wątpliwości, że to, za czym tęskniłem,
nie zostało postanowione przeze mnie,
zostało postanowione dla mnie.
Więc... zrobiłem jedyną rzecz, jaką mogłem zrobić.
Jedyną rzecz, jaką powinienem zrobić.
Przygotowałam się na to, aby uznać to życie za swoje.
Wchłonąłem je w siebie i wziąłem głęboki oddech.
Położyłem dłonie na skraju urwiska i zacząłem się opuszczać
w stronę skał wystających ze zbocza.
Głęboko wbiłem palce w rozpadliny i powoli
opuszczałem się w dół.
W dół, w stronę rozległej,
jałowej
doliny,
która stała się
moim
życiem.
Ale wtedy...
Wtedy ta dziewczyna...
Do diabła, ta dziewczyna...
Pojawiła się znikąd, stanęła tuż przede mną
na skraju urwiska. Spojrzała na mnie
swoimi smutnymi oczami, spojrzeniem głębokim na milion mil,
i uśmiechnęła się do mnie.
Ta dziewczyna uśmiechnęła się do mnie.
Jej spojrzenie przeniknęło mnie do głębi i przeszyło moje serce
jak milion strzał Kupidyna,
jedna za drugą, jedna za drugą,
jedna za drugą.
Prosto...
W moje...
Serce...
Teraz następuje część snu, w której większość dziewczyn
pochyliłaby się, żeby chwycić moje dłonie, mówiąc mi,
żebym się nie ruszał... żebym tego nie robił. To jest część snu,
w której większość dziewczyn chwyciłaby mnie za nadgarstki i zapierając
się z całych sił stopami, pociągnęła mnie w górę, z całych sił,
każdą uncją swego jestestwa. To jest część snu,
w której większość dziewczyn wrzeszczałaby
z całych sił, wołając o pomoc, robiąc wszystko co w ich mocy,
żeby mnie ocalić...
Żeby mnie uratować
przed tą
rozległą,
jałową
doliną
poniżej.
Ale ta dziewczyna.
Ta dziewczyna nie była jak większość dziewczyn.
Ta dziewczyna...
Ta dziewczyna zrobiła coś jeszcze lepszego.
Najpierw usiadła na skraju urwiska, zrzuciła
buty i oboje patrzyliśmy, jak lecą, i lecą, i lecą,
i cały czas lecą, aż w końcu wylądowały gdzieś w dole.
Jeden but na drugim, w tej rozległej
jałowej dolinie poniżej.
A potem ściągnęła z nadgarstka elastyczną opaskę,
sięgnęła do góry i...
związała włosy.
A potem ta dziewczyna...
Ta dziewczyna...
Oparła dłonie obok moich na skraju
urwiska i powoli zaczęła opuszczać się w dół.
Wbiła swoje nagie stopy w rozpadliny
tuż obok moich. Wczepiła palce
prawej dłoni w pęknięcia skał, a potem
położyła lewą dłoń
na...
mojej.
Spojrzała w dół, w głąb tej rozległej jałowej doliny pod nami,
a potem spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.
Uśmiechnęła się.
Spojrzała na mnie, uśmiechnęła się i powiedziała:
''Jesteś gotowy?''
A ja byłem.
Wreszcie byłem.
Nigdy w życiu nie byłem bardziej gotowy.
Tak...
Ta dziewczyna.
Moja matka kochałaby tę dziewczynę,
Szkoda, że ona była tylko snem.

Rodzimy się na tym świecie
jako jedynie jeden z elementów puzzli,
które składa się przez całe życie.
Od nas zależy, czy w ciągu wielu lat
znajdziemy wszystkie kawałki, które do niego pasują.
Kawałki, które łączą to, kim jesteśmy,
z tym, kim byliśmy,
i z tym, kim pewnego dnia się staniemy.
Czasami te kawałki mogą niemal pasować.
Wydaje się, że są odpowiednie.
Nosimy je ze sobą przez pewien czas
w nadziei, że zmienią kształt.
W nadziei, że dostosują się do naszych puzzli.
Ale tak się nie dzieje.
Ostatecznie musimy je wypuścić,
żeby mogły znaleźć puzzle, które są ich domem.
Czasami te kawałki w ogóle nie pasują.
Choćbyśmy nie wiem jak bardzo tego pragnęli.
Choćbyśmy nie wiem jak bardzo je zginali,
wpychali,
łamali.
Ale to, co nie miało się stać
nie stanie się.
To elementy, z którymi najtrudniej dojść do ładu.
Elementy naszych puzzli, które po prostu do nich nie należą.
Ale czasami...
Prawdę mówiąc, wcale nie tak często,
jeśli mamy szczęście,
jeśli jesteśmy dość uważni,
znajdujemy coś,
co pasuje idealnie.
Elementy puzzli, które wsuwają się dokładnie na swoje miejsce,
pasują do naszych własnych kawałków.
Kawałki, które łączą się z nami.
Kawałki, z którymi my się łączymy.
Kawałki, które pasują tak dobrze, że nie potrafimy powiedzieć,
gdzie zaczyna się nasz kawałek,
a gdzie kończy tamten.
Te kawałki, które nazywamy
przyjaciółmi.
Prawdziwymi miłościami.
Marzeniami.
Namiętnościami.
Wierzeniami.
Talentami.
To wszystko są kawałki, które dopełniają nasze puzzle.
Pasują do krawędzi,
idealnie obejmują narożniki,
wypełniają środek.
Te kawałki to elementy, dzięki którym stajemy się tym,
kim jesteśmy,
kim byliśmy
i kim pewnego dnia się staniemy.
Aż do dziś,
kiedy patrzyłem na moje własne puzzle,
widziałem gotowy kawałek.
Miałem wyraźnie zarysowane kontury,
dopasowane krawędzie w rogach
wypełniony środek.
Miałem wrażenie, że jestem gotowy.
Wszystkie elementy były na miejscu.
Miałem wszystko, czego potrzebowałem.
Wszystko, czego pragnąłem.
Wszystko, o czym marzyłem.
Ale dopiero dziś
uświadomiłem sobie, że zebrałem wszystkie kawałki
oprócz jednego,
tego najważniejszego.
Tego elementu, który dopełnia obraz.
Elementu, który sprawia, że całe moje życie staje się pełne.
Trzymałem tę dziewczynkę w ramionach,
a ona zacisnęła swoje małe paluszki wokół mojego palca.
Wtedy właśnie uświadomiłem sobie,
że ona wszystko łączy.
Spaja wszystko.
Jest cementem, który łączy wszystkie moje kawałki ze sobą.
Elementem, które domyka moje puzzle.
Elementem, który sprawia, że moje życie staje się pełne.
Elementem, która sprawia, że jestem tym, kim jestem.
Kim byłem.
Kim pewnego dnia się stanę.
Ty, moja mała dziewczynko.
Jesteś moim ostatnim kawałkiem. 

Ten wiersz jest bardzo długi.
Prawdę mówiąc, tak długi, że twoja zdolność skupiana uwagi
może być napięta do granic.
Ale to jest okej.
Właśnie dlatego poezja jest taka niezwykła.
Widzisz, poezja wymaga czasu.
Żyjemy w czasie.
Można to nazwać kulturą albo społeczeństwem.
To nie ma dla mnie znaczenia, ponieważ żadne z tych słów się nie
rymuje.
W czasie, gdy większość ludzi nie chce słuchać,
nasze gardła czekają, tak jak zapałki czekają, aby zapłonąć.
Czekają na chwilę, w której będziemy mogli przemówić.
Nikt nie ma cierpliwości słuchać.
Ale ten wiersz jest długi.
Prawdę mówiąc, tak długi, że w czasie, który sobą wypełnia,
możesz zrobić wiele innych cudownych
rzeczy.
Możesz zadzwonić do swojego ojca.
Zadzwoń do ojca.
Możesz napisać jakąś pocztówkę.
Napisz pocztówkę.
Kiedy ostatni raz ktoś z was napisał pocztówkę?
A jeśli jesteś gdzieś na dworze,
przypuszczalnie nie jesteś zbyt daleko od wschodu słońca
albo zachodu,
obserwuj wschód słońca.
Możesz napisać własny wiersz,
lepszy wiesz.
Możesz zagrać jakąś melodię albo zaśpiewać piosenkę.
Możesz spotkać się z sąsiadem,
zapamiętać jego imię.
Zapamiętaj imię swojego sąsiada.
Możesz narysować obrazek (a przynajmniej pokolorować).
Możesz zacząć czytać książkę.
Albo skończyć modlitwę.
Możesz porozmawiać z Bogiem.
Pomódl się.
Kiedy ostatni raz się modliłeś?
Ale tak naprawdę
to jest długi wiersz.
Tak długi, prawdę mówiąc, że już już zajął ci minutę.
Kiedy ostatni raz obejmowałeś przyjaciela przez minutę?
Albo mówiłeś komuś, że go kochasz?
Powiedz swoim przyjaciołom, że ich kochasz.
Nie, naprawdę, mówię serio.
Powiedz im.
Powiedz: ''Kocham was''.
Powiedz: ''Dzięki wam życie ma sens''.
Ponieważ to właśnie robią przyjaciele.
Ze wszystkich cudownych rzeczy, które mógłbyś zrobić
podczas tego bardzo, bardzo długiego wiersza,
mógłbyś zrobić i to: połączyć się z kimś.
Może już się z kimś łączysz.
Może wszyscy się łączymy.
Widzisz, uważam, że ze wszystkich rzeczy, które naprawdę mają
znaczenie
w wielkim planie życia, liczą się tylko
Bój i ludzie,
I jeśli ludzie są stworzeni na obraz Boga,
to kiedy spędzasz swój czas z ludźmi,
nigdy nie jest zmarnowany.
I w tym bardzo długim wierszu
staram się sprawić, aby wiersz był tym, czym jest:
sprawiał, aby rzeczy stawały się prostsze.
Nie potrzebujemy wiersza, aby rzeczy stały się bardziej skomplikowane.
Do tego mamy siebie nawzajem.
Potrzebujemy wierszy, aby przypominały nam o rzeczach,
które naprawdę mają znaczenie,
żebyśmy dali sobie czas.
Naprawdę dużo czasu
na to, żeby być żywym dla dobra kogoś innego,
przez jedną
chwilę.
Albo przez wiele chwil.
Ponieważ potrzebujemy siebie nawzajem,
żeby potrzymać za ręce kogoś, kto jest załamany.
Wszystko, czego potrzebujesz, to spotkać kogoś.
Ująć jego dłoń.
Spojrzeć mu w oczy.
On jest tobą.
Wszyscy razem jesteśmy załamani.
Ale te strzaskane fragmenty naszej egzystencji nie muszą
być chaosem.
Wystarczy, że zadbamy o to, ażeby powstrzymać język
czasami.
Usiąść i posłuchać bardzo długiego wiersza,
opowieści o czyimś życiu,
radości przyjaciela i smutku przyjaciela.
Tak, aby kogoś trzymać za ręce i pozwolić, aby trzymał nas.
I być cicho.
Więc módl się.
Napisz pocztówkę.
Zadzwoń do swoich rodziców i wybacz im, a potem
im podziękuj.
Wyłącz telewizor.
Stwórz jakieś dzieło sztuki, najlepiej jak potrafisz.
Postaraj się dzielić z innymi, czym tylko możesz, zwłaszcza
pieniędzmi.
Opowiedz komuś o bardzo długim wierszu, który kiedyś słyszałeś,
i o tym, jak potem, za sprawą tego wiersza, go spotkałeś.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Czytając Książki Żyjemy Podwójnie , Blogger