(14) '' Niestety, rzeczywistość była brutalna. Musiałam się z nim rozstać. Wtedy pocieszałam się, że jeszcze nic straconego. Wojna szybko się skończy, on wyjdzie z obozu jenieckiego, wróci, a ja będę na niego czekać. (...) Okazało się, że los chciał inaczej. Widzieliśmy się wtedy po raz ostatni w życiu. Na tym obdrapanym skierniewickim dworcu.'' Recenzja książki ''Dziewczyny z powstania'', czyli o powstaniu opowiedzianym z perspektywy młodych kobiet.

''Dziewczyny z powstania'' to zbiór jedenastu historii składających się ze wspomnień kobiet, dzisiaj już staruszek, które sięgają pamięcią wstecz, do czasów swojej młodości, przerwanej oraz gwałtownie i nieodwracalnie zniszczonej przez wybuch wojny, następnie powstania sierpniowego, w którym - z poczucia obowiązku i miłości dla Polski - postanowiły walczyć na równo z mężczyznami o wolność, swobodę i niezależność. Kiedy powstanie wybuchło 1 sierpnia 1944 roku w Warszawie znajdowało się pół miliona kobiet, o których, można by rzec zapomniano wspomnieć w historii, która skupia się głównie na mężczyznach - powstańcach, ich triumfach, niepowodzeniach, zwycięstwach i klęskach. W świetle historii bohaterskich i dzielnych mężczyzn brak miejsca jest dla kobiet, które w czasie powstania również walczyły - każda na swój sposób, ale nie mniej wytrwale i zacięcie niż mężczyźni, obsypywani dzisiaj honorami i zaszczytami. Kobiety w czasie walk zajmowały pozycje godne mężczyzn, biły się na barykadach, strzelały z karabinów,  ryzykowały swoim życiem, ratując rannych powstańców, przenosząc tajne informacje i rozkazy. Pomimo strachu i lęku, żadna z nich nie okazała się tchórzem, żadna z nich nie była defetystą. Dlaczego więc tak rzadko wspomina się o kobietach, które brały udział w powstaniu, a skupia się tylko i wyłącznie na mężczyznach, którzy bez ich pomocy przegrali by walki już po kilku dniach?