''Czasami najlepszy sposób, by się dowiedzieć, co należy zrobić, to zrobić coś wręcz przeciwnego''. Recenzja książki ''Ten jeden dzień'' Gayle Forman.

Życie Allyson jest poukładane, zaplanowane, uporządkowane. Ale wystarczy jeden dzień aby wszystko się zmieniło.
Pod koniec swoich europejskich wakacji poznaje przypadkowo Willema - chłopak podchodzi do niej, kiedy stoi w kolejce z grupą wycieczkowiczów do teatru na spektakl o Hamlecie i wręczając jej ulotkę, zachęca aby przyszła obejrzeć przedstawienie o zbliżonej tematyce, w którym on gra główną rolę. Następnego dnia spotykają się ponownie w pociągu jadącym do Londynu. Po dotarciu do celu, na peronie, dziewczyna zwierza mu się, że ich wycieczka nie objęła programem Paryża, który tak pragnęła zwiedzić. Willem, znajacy Paryż od podszewki, proponuje Allyson kompletnie szalony i nieodpowiedzialny projekt: zabierze ją do stolicy Francji na jeden dzień, jeśli tylko się na to zgodzi i mu zaufa. Ona, ku własnemu zdziwieniu zgadza się, chociaż jest to całkowicie nie w jej stylu. Przed nimi roztacza się wizja cudownego, pełnego niesamowitych wrażeń dnia, który według ich mniemania nigdy się nie skończy i będzie trwał przez całą wieczność. Willem swoją pogodą ducha oraz wyrafinowanym sposobem bycia, całkowicie podbija serce Allyson, jest w stanie zrobić dla niego wszystko, pomimo tego, że prawie wcale go nie zna. Jest zafascynowana całą jego osobą, imponuje jej sposób w jaki się wypowiada, to jak wyraża się o miłości oraz jego spostrzeżenia, tak inne od jej własnych. Przy nim czuje się całkowicie bezpiecznie, dlatego kiedy następnego ranka chłopak w tajemniczych okolicznościach znika, nie potrafi sobie wytłumaczyć co jest tego powodem... ale też zdaje sobie sprawę w jak koszmarnej sytuacji została postawiona; na własną rękę musi wrócić do rodzinnego kraju.
Mijające dni, tygodnie i miesiące nie pozwalają jednak zapomnieć o Willemie, a pytanie '' dlaczego? '' pozostanie na zawsze bez odpowiedzi... chyba, że...
 
Moje przemyślenia 

''Ale mimo to, przez cały tamten dzień, bądąc z Willem'em, będąc Lulu, miałam świadomość, że spędziłam dotychczasowe życie w ciasnym, kwadratowym pokoiku, bez okien i drzwi. I było mi tam dobrze. Wręcz czułam się szczęśliwa. Tak mi się zdawało. Potem zjawił się ktoś i pokazał, że pokoik ma drzwi. Drzwi, których nigdy wcześniej nie zauważyłam. A potem je dla mnie otworzył. Trzymał mnie za rękę, kiedy przez nie przechodziłam. I jeden cudowny dzień spędziłam po drugiej stronie. Byłam gdzieś indziej. Byłam kiedyś innym. A potem ten ktoś odszedł i zostałam na powrót zatrzaśnięta w swoim ciasnym pokoiku. A teraz, mimo wszelkich wysiłków nie potrafię już odnaleźć drzwi.''

''Ten jeden dzień'' to powieść znakomita dla młodzieży, ponieważ jej motywem przewodnim jest podróżowanie, przemieszczenie się, odnajdywanie swojego miejsca w życiu i własnego ja, ale także ze wzgledu na młodzieńczą miłość, która w końcu dopada każdego z nas. 

Czytając tę książkę, odnosiłam wrażenie, że cały czas uczy mnie czegoś nowego, otwiera oczy na rzeczy, na które do tej pory nie zwracałam uwagi a rozmowy pomiędzy bohaterami są często folozoficzne, co zmusza czytelnika do dłuższego zastanowienia się nad wieloma wypowiedziami. Szczególnie Willem, jako światowiec, ma zawsze wiele do powiedzenia, co w połączeniu z darem opowiadania i czarujacym głosem, daje znakomity efekt. Nic dziwnego więc, że Allyson nie potrafi być odporna na jego urzekające obejście. Dziewczyna nie jest co prawda zbyt ciekawą osobowością; jest grzeczna, poukładana i nigdy nie sprzeciwia się rodzicom; co w pewnych momentach jest irytujące, gdyż nie umie wyrazić swojego zdania i powiedzieć im co tak naprawdę myśli. Jej mamie zależy szczególnie na tym aby została lekarzem i pomimo tego, że kompletnie nie czuje do tego powołania, to przez długi okres czasu nie potrafi przyznać się do prawdy. Allyson jest bohaterką literacką, która sama by nie istniała, tzn, gdyby książka dotyczyła tylko jej, była by okrutnie nudna i na pewno nikt by jej nie czytał. Główną atrakcją w tej książce jest zdecydowanie Willem. To jego cały czas chcemy na scenie, to o nim chcemy czytać, to nim chcemy się zachwycać.

Powieść podzielona jest na części. I już na wstępie pragnę zaznaczyć, że część pierwsza zatytułowana '' Jeden dzień '' jest porywająca, na maksa, że tak powiem. Willem proponuje ''Lulu'' jednodniową wycieczkę do Paryża, ona się zgadza, i spędzają ze sobą cudowny dzień, podczas którego dzieje się tyle rzeczy na raz, że aż ciężko uwierzyć, że tyle może zdarzyć się w tylko jeden dzień. Podczas tych wspólnych godzin mają szansę poznać się, porozmawiać oraz opowiedzieć sobie o życiu, które prowadzili dotychczas. Szczególnie utkwił mi w głowie jeden moment, który wydawał mi się niezwykle romantyczny, a mianowicie, chwila, kiedy chłopak proponuje zabawę zgubienia się, tzn jadą losowym metrem w losowe miejsce; w efekcie docierają do parku w którym zasypiają w cieniu drzew, przytuleni do siebie .

''Rodzimy się w jeden dzień. Umieramy w jedeń dzień. W jeden dzień możemy się zmienić. I w jeden dzień możemy się zakochać. Wszystko się może zdarzyć w ciągu zaledwie jednego dnia. ''

Najbardziej jednak spodobał mi się przedostatni rozdział pierwszej części, kiedy nie mając gdzie przespać nocy, chłopak znajduje opuszczony budynek przejęty przez artystów i wspinają się do środka oknem. Tam dochodzi do wielu intymności, co z jednej strony mnie zadziwia, w końcu znają się zaledwie dwa dni, a z jednej strony wzbudza wiele emocji. Willem jest cudowny, ale zbyt lekko podchodzi do miłości, nie powinien tak szybko ulegać swoim zachciankom. Następnego ranka natomiast dzieje się coś czego nawet nie przypuszczałam, taki obrót sprawy nawet nie brałam pod uwage. Willem znika zostawiając dziewczynę samą na pastwę losu. W tamtej chwili go nienawidziłam, jednak zastanawiam się dlaczego? przecież człowiek o zdrowych zmysłach by tak nie postąpił ! coś musiało się stać... a może jednak to fanfaron, który szybko nudzi się kobietami i skoro dostał od Allyson wszystko co chciał to zniknął?

Ze smutkiem muszę przyznać, że po zniknięciu Willema książka staje się dalej nudna i mdła, tak naprawdę cały czas czekałam tylko na jakiekolwiek wątki o Willemie, nawet chwile kiedy ''Lulu'' go wspomina. 

Allyson popada w miłosną depresję; nie może ani się uczyć, ani jeść, ani spać ani z nikim rozmawiać. Dopiero kiedy postanawia rzucić kursy medyczne i przenosi się na inne zajęcia, dotyczące poznawania sztuk Szekspira, akcja książki zaczyna ruszać, a to dlatego, że poznaje tam Dee, fantastycznego przyjaciela , który swoją szczerości, zabawnością i prostolijnością zdobywa moje serce. To ona nakłania ją do podjęcia poszukiwań Willema na własną ręke. 


'' [...] - naprawdę uważasz, że tak to działa ? Że życie może się zmienić ot tak, po prostu? 
- Myślę, że nieustannie zdarzają się rozmaite rzeczy, ale jeśli nie staniesz im na drodze, to cię ominą. Podróżując ustawiasz sie na ich kursie. Nie zawsze jest wspaniale. Czasem kończy się okropnie . Ale czasami... - wzrusza ramionami i wskazuje gestem na Paryż, a potem zerka na mnie z ukosa - Bywa nieźle. '' 

Szczerze to bardzo zadziwiły mnie starania Allyson aby zdobyć pieniądze do Paryża i w ten sposób odnaleźć ukochanego, który równie dobrze, mógł dawno o niej zapomnieć. Harowała ponad swoje siły w nocnej restauracji, ale także zaczęła uczęszczać na kurs franuskiego, aby podszkolić swój język. Coś niepojętego. Jej niesamowita odwaga i poświęcenie ogromne mnie wzruszyły, nie jestem w stanie powiedzieć czy ja bym coś takiego uczyniła dla faceta. Wydaje mi się , że jednak nie. 

Oczywiście jak to w książkach bywa, nic nie dzieje się bez przyczyny, więc szybko i bez większych komplikacji udaje jej się odnaleźć Willema i możemy się dowiedzieć, że to nie z jego winy zniknął tamtego pamiętnego ranka. Książka zakańcza się w bardzo tajemniczy sposób, co mnie trochę zasmuciło, bo zbyt wiele rzeczy nie zostało powiedzianych . 
Książke oceniam ( w skali 1-10 ) na 5 . Tym razem powieść udowadnia, że o miłość nie tylko walczy mężczyzna, ale i kobieta i ona też ma coś do powiedzenia . Gdyby nie upór Allyson, prawdopodobnie nigdy więcej nie spotkałaby swojej jedynej i prawdziwej miłości.

5 komentarzy:

  1. Young adult zdecydowanie nie jest gatunkiem dla mnie, a "Ten jeden dzień" (jak i inne książki Gayle Forman) z pewnością do niego należy. No cóż, na razie pozostanę przy mojej fantastyce, przygodówkach i innych tego typu książkach. :P Swoją drogą, mała sugestia: przed znakami interpunkcyjnymi NIE stawiamy spacji.

    Królowa Książek zaprasza do swego królestwa!

    OdpowiedzUsuń
  2. To już niestety moje przyzwyczajenie , którego z pewnością się nie oduczę haha :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nietrudno jest się oduczyć takich rzeczy, po prostu trzeba próbować. :) A warto, bo spacja przed znakiem interpunkcyjnym (i co za tym idzie - przesuwanie się przecinków na początek linijki) nie wygląda dobrze.

      Usuń
  3. Już będę pamiętać : ) dzieki !

    OdpowiedzUsuń
  4. Od czasu do czasu lubię poczytać jakieś YA, ale ta książka akurat chyba nie jest dla mnie, zostanę przy swoich przygodówkach :D

    http://bookline-recenzje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Czytając Książki Żyjemy Podwójnie , Blogger